To jest tak jak z medalem, który ma dwie strony. Jest światło to jest też ciemność, jest mądrość i jest głupota, jest śmiech i są łzy. Tak też my w sobie mamy części, które lubimy i te, których nie lubimy. Pierwsze pytanie, które pojawia się, gdy o tym myślę, a co to zmieni, czy ja coś lubię czy nie, w kontekście tego, czy to coś jest, lub go nie ma? Czy jak czegoś nie lubię, to to zniknie, nie będzie go? Nie. Pewnie część rzeczy, których nie lubię można zmienić. Tylko czy ja tego chcę? Pewnie będzie wymagało to ode mnie wysiłku. Może warto go podjąć, a może nie. Celowo nie używam słowa „trzeba” tyko „warto”. Mówiąc o rzeczach, których nie lubimy w sobie dokonujemy wartościowania, osądzania. A to wpływa na emocje, które się przy tym pojawiają. Emocje zaś wpływają na nasze działanie i samopoczucie. Zamiast osądzania warto zadać sobie pytania: To nie jest pytanie, co chcę mieć w zamian tego czegoś, czego nie lubię. Tylko jak chcę się czuć z tym, że czegoś w sobie nie lubię? To zmienia perspektywę. Istotą jest akceptacja tego, że nie jesteśmy doskonali. Jak możemy sobie poradzić z rzeczami, które nam się w sobie nie podobają? Po pierwsze nie udawać, że je lubimy, nie oszukiwać samych siebie. Czasami warto zajrzeć głębiej – ale to jest praca na terapię. Czasami warto pójść krok dalej i zadać sobie pytanie: Czy chcę to zmienić? Co chcę w zamian? Czy jestem w stanie to zmienić? Na ile mam na to wpływ? Być może to, czego nie lubimy jest z jakiegoś powodu? Może ma nas czegoś nauczyć. Ważny jest punkt, z którego wychodzimy do zmiany. Tym punktem jest akceptacja, zaopiekowanie się, troska o to, czego nie lubimy. Bo to generuje pozytywne emocje. A żeby pokonać górę (zmiana) łatwiej jest nieść plecak wypełniony pozytywnymi emocjami niż frustracją, złością, żalem, poczuciem krzywdy. Akceptuję to, bo jest częścią mnie. Zmień to, co chcesz zmienić, ale nie zmieniaj tego, czego nie chcesz zmienić. Często zdarza się, że zmieniamy coś w sobie dla innych, nie dla siebie. Kolejne pytanie, które się nasuwa – W jaki sposób można nawiązać relację (ten zwrot bardziej mnie przekonuje, niż „pokochać”) z tą częścią siebie, której nie lubisz? Jednym ze sposobów jest spojrzenie na innych ludzi, którzy również nie są doskonali, mąż, partnerka, matka, dziecko, przyjaciel, kolega. Nie są doskonali, a mimo to ich kochamy, czy lubimy. Akceptacja wiąże się z powiedzeniem, że coś jest OK. OK dla mnie. „Jestem niecierpliwa… i to jest OK”. Akceptuję to, nie oceniam, nie definiuję, nie nadaję temu znaczenia. Ale tu pojawia się kolejna kwestia – generalizacja. Czy zawsze jestem niecierpliwa? Istotna jest umiejętność oddzielenia stanu, w którym aktualnie się znajduję – „Doświadczam zniecierpliwienia z powodu….” od generalizowania, które w tym wypadku nawet nie potrzebuje słowa „zawsze”. Gdy tak zaczynamy myśleć, okazuje się, że to, czego w sobie nie lubię to stan a nie „ja”. A to kolejny raz zmienia perspektywę. A Ty? Jakich stanów w sobie nie lubisz? Co dzisiaj, w tej chwili możesz zaakceptować?