Uncategorized

14 technik automotywacji

Nie chce mi się. Jeszcze nie dzisiaj. Jutro zacznę. Oj, nic się nie stanie jak dzisiaj nie poćwiczę …. I tak dalej, można w nieskończoność. Potrafimy być mistrzami wymówek. Automotywacja to wewnętrzna chęć do działania i osiągania wyznaczonych celów. Każdego z nas motywują inne rzeczy. Ważne jest aby odszukać swój własny, indywidualny system motywacji. Oto kilka technik do zastosowania.

14 technik automotywacji Dowiedz się więcej »

W przyjaźni z czasem

Czas jest dzisiaj na wagę złota, czas to towar deficytowy – słyszymy wokół i sami też chętnie powtarzamy. Dlaczego w erze nowoczesnych technologii, udogodnień codziennego życia ciągle narzekamy na brak czasu? Chcesz sprawdzić, czy działasz zgodnie ze swoimi prawdziwymi potrzebami, priorytetami, czy nie marnujesz czasu? Zapraszam Cię do prostego ćwiczenia, które jest doskonałym pretekstem do spojrzenia na swój sposób dysponowania czasem. Narysuj okrąg, wyobraź sobie, że jest to zegar, który odzwierciedla 8 godzin Twojego przeciętnego czasu w pracy. Teraz podziel go na obszary, które przeznaczasz na różne czynności i zadania. Zapisz je. Jeśli Twoje dni znacząco się różnią, pomyśl o szerszym przedziale czasowym – tygodniu lub miesiącu. A teraz narysuj drugi okrąg i wyobraź sobie, że sam decydujesz, na co przeznaczasz swój czas. Podziel okrąg zgodnie z tym i wpisz czynności-zadania. Porównaj oba zegary i wyciągnij wnioski. To samo ćwiczenie możesz wykonać w podziale na 24 godziny – ile czasu przeznaczasz na pracę, zakupy i inne domowe prace, dla rodziny, na swój rozwój, tylko dla siebie. Często okazuje się, że marnujemy czas w pracy na różne działania, które nie są związane z naszymi obowiązkami. Co najczęściej kradnie nam czas? To tzw. złodzieje czasu i są ich tysiące. Każdy z nas je dobrze zna. Nawet czasem się z nimi zaprzyjaźnia. Zewnętrzni złodzieje czasu to m.in. za długie telefony; niespodziewani „goście” w pracy, którzy przychodzą bez zapowiedzi i chcą pogawędzić o swoich problemach, radościach etc.; zbyt długie, źle przygotowane zebrania; zbędne wyjazdy służbowe; zła organizacja czasu pracy Twojego szefa; źle zdefiniowane role i funkcje; brak określenia priorytetów zadań; brak jasnych procedur; zła komunikacja i przepływ informacji. Zdarza się jednak, i to dość często, że przyczyna ciągłego braku czasu tkwi wewnątrz nas.To są nasi wewnętrzni złodzieje czasu, czyli niezbyt dokładnie sprecyzowane cele, niejasno określone priorytety, zbyt liczne zainteresowanie, brak planu pracy, brak terminów, brak porządku, perfekcjonizm, brak asertywności, zmęczenie fizyczne, stres. rak porządu, perfekcjoniz,tety, zbyt liczne zainteresowanie, brak planu pracy, ecyzowane cele Zatem od czego należy zacząć organizację swojego czasu?Najprościej od postawienia sobie kilku pytań: które działania zabierają Ci najwięcej czasu, dlaczego, kto lub co zabiera Twój czas, jakie masz priorytety, które sytuacje wymagają natychmiastowej interwencji, które zadania są pilne, a które ważne. A Ty? Co Tobie kradnie czas?

W przyjaźni z czasem Dowiedz się więcej »

Jeśli nie etat, to co? Moda na własny biznes. Czy to rozwiązanie dla każdego?

Talent, ciężka praca, mocna psychika, czy szczęście? Co decyduje o tym, że jedni osiągają sukces, a inni całe życie nie potrafią odpowiedzieć na pytanie co chcą robić? Często decyzję o opuszczeniu pracy na etacie podejmują ludzie zmęczeni korporacją, pracą pod presją i dla kogoś. Myśl o prowadzeniu własnego biznesu jawi się jako Eldorado i spełnienie marzeń. Aby prowadzić swoją firmę, niezależnie od jej wielkości, trzeba posiadać nie tylko odpowiednie wykształcenie i kwalifikacje. O sukcesie lub porażce decydują także nasze własne nastawienie i przekonania. Przekonania mają wpływ na sposób, w jaki podejmujemy decyzje oraz na rezultaty naszych działań. Czym zatem są przekonania? To zespół naszych wartości, ocen, osądów, postaw, wniosków i interpretacji rzeczywistości. Osoba niezadowolona ze swojej dotychczasowej pracy może myśleć: Muszę tu zostać, przecież nic innego mi nie wyjdzie, nie poradzę sobie, nie uda mi się; albo: Założę swoją firmę, wiem, że mi się uda, mam plan i będę konsekwentnie działać. Oba te przekonania będą determinowały zachowania, nawyki, działania obu tych osób. A te będą z kolei wpływały na relacje z innymi, kontakty, współpracę, co w konsekwencji przełoży się na rezultaty i wyniki ich działań. Jakie cechy charakteru, czy osobowości wspierają prowadzenie swojej firmy? Na pewno takim czynnikiem jest konsekwencja i determinacja w dążeniu do celu, czyli wewnętrzny „napęd” do realizowania własnych zamierzeń. Pomaga także wysoki stopień energii, czyli widoczny entuzjazm i siła życiowa. Ważne jest również poczucie kontroli, dobra organizacja i planowanie oraz gotowość wzięcia osobistej odpowiedzialności za swoje działania. A co poczuciem kontroli swojego życia, konkretnych sytuacji? Poczucie sprawowania kontroli nad swoim życiem jest jednym z czynników decydujących o sukcesie lub porażce zawodowej. Polega ono na świadomości wpływu na zdarzenia, sytuacje i własne postępowanie. Drugim również ważnym mechanizmem jest poczucie własnej skuteczności, które opiera się na doświadczeniu i prowadzi do podejmowania odważnych, ale realistycznych zachowań. Dlaczego w drodze do sukcesu tak ważne jest ustalenie celu? Niezależnie od tego, czy pracujemy na etacie, czy prowadzimy swój biznes podstawą sukcesu jest umiejętność wyznaczania i osiągania stawianych przed sobą celów. Cel działa jak latarnia morska, wskazuje właściwy kurs. Bez świadomości celu szybko się gubimy, zbaczamy z drogi, wykonujemy wiele niepotrzebnej pracy. Aby wyznaczyć sobie cel należy odpowiedzieć sobie na trzy pytania: co chcemy osiągnąć, dlaczego i w jaki sposób? Co możemy zrobić, aby bardziej konsekwentnie realizować swoje cele? Po pierwsze ważne jest zaplanowanie swoich działań. Jeśli wiemy już, co chcemy osiągnąć i w jakim czasie, kolejnym krokiem jest stworzenie mapy określającej poszczególne etapy projektu. Dalsza praca to budowanie w sobie dyscypliny, motywacji i energii do działania. Dobrym sposobem jest też częste stawianie sobie pytania, czy to czym aktualnie się zajmujemy przybliża nas do celu. Przede wszystkim zaś należy przestać tylko mówić o naszych celach a zacząć po prostu działać. Jeśli chcesz poznać metodę wyznaczania celów przejdź do SMART to już za mało

Jeśli nie etat, to co? Moda na własny biznes. Czy to rozwiązanie dla każdego? Dowiedz się więcej »

Cel to nie efekt

W procesie wyznaczania celów często zapominamy, że nie sam cel jest ważny. Równie ważna jest droga do celu i efekt. To właśnie podczas tej drogi masz okazję zmierzyć się z nowymi wyzwaniami, zdobyć nowe umiejętności. Osiągnięcie celu jest tylko etapem w drodze do efektu. Rolę motywacyjną odgrywa więc EFEKT a nie cel. Jaka jest zatem różnica między celem a efektem? Wyobraź sobie następującą sytuację – od dawna marzysz aby skoczyć na spadochronie. Stawiasz sobie więc cel: wykonać skok na spadochronie. Skanujesz go metodą SMARTER. Jest szczegółowy, mierzalny i realistyczny, a więc znalazłeś już klub, który organizuje takie skoki, masz niezbędne zasoby w postaci dobrego zdrowia i pieniędzy, miernikiem jest wykonanie skoku. Wykonanie skoku jest dla Ciebie ważne i ekscytujące, bo zrealizujesz w ten sposób swoje marzenie, a do tego lubisz brać udział w działaniach, które przyspieszają tętno i zapewniają dużą dawkę adrenaliny. Określiłeś czas do kiedy chcesz skoczyć i zapisałeś go w kalendarzu. Pytanie brzmi – co chcesz osiągnąć skacząc na spadochronie, jakie swoje potrzeby zaspokoisz, jakie będziesz miał z tego korzyści? Chcesz skoczyć ponieważ chcesz się dobrze bawić, chcesz się poczuć wolny, chcesz przeżyć swoje 5 minut w przestworzach. To ma być efekt Twoich działań. I rozpoczynasz realizację celu. Najpierw krótki kurs, który nuży cię już po trzech minutach. Wreszcie przychodzi upragniony czas na wykonanie skoku. Samolot wzbija się w górę, a Ty zamiast przyjemności zaczynasz odczuwać strach. W końcu skaczesz z instruktorem w tandemie, spadasz z wysokości 4 tysięcy metrów. Kiedy wreszcie dotykasz stopami ziemi, mówisz – Nigdy więcej! Zrealizowałeś cel, ale czy na pewno o to Ci chodziło? Cel został prawidłowo określony, ale efekt jest zupełnie inny od oczekiwanego. Cel nadaje kierunek działania, zaś efekt jest rezultatem. Efekt określa potrzeby, stany psychofizyczne, korzyści, które spodziewamy się uzyskać podążając za celem. Warto więc w procesie ustalania celów zadać sobie następujące pytania: Wykreuj w swojej głowie obraz końca swoich działań. Zrób to świadomie. Zastanów się, jak to wpłynie na Ciebie, Twoich bliskich. Nie zabijaj swojej energii i motywacji na samym początku. Jeśli nie lubisz excela, to nie używaj go do planowania. Pamiętaj, że motywacja wewnętrzna jest o wiele silniejsza niż zewnętrzna. Gotowy? Zatem zadaj sobie pytanie: Od czego zacznę? Jaki będzie mój pierwszy krok?

Cel to nie efekt Dowiedz się więcej »

SMART to już za mało

Jedno z fundamentalnych pytań brzmi „po co?”. Po co coś robimy, jakie potrzeby realizujemy, jakiego efektu się spodziewamy, jakie korzyści chcemy osiągnąć. Realizacja wyznaczonego celu to podstawa działania zarówno pojedynczego człowieka jak i całej organizacji. „Ludzie mający jasne, sprecyzowane i zapisane cele mogą w o wiele krótszym czasie osiągnąć więcej, niż ludzie bez celów są w stanie sobie wyobrazić” – powiedział Brian Tracy. Zasada SMART jest tak popularna, że właśnie z tego powodu przestała być doceniana. W wersji klasycznej zasada dotyczy pięciu pierwszych liter S.M.A.R.T. Z czasem została wzbogacona o aspekty związane z naszym postrzeganiem wykonywanych zadań: E – exciting i R – recorded – utrwalenie rzeczy ważnej. Przyjrzyjmy się zatem, co oznaczają poszczególne litery i na co należy zwracać szczególną uwagę przy wyznaczaniu celów. S Specific Cel musi być precyzyjnie i szczegółowo opisany, tak abyś dokładnie wiedział, co masz zrobić i czego sam od siebie oczekujesz. M Measurable Mierzalny – cel mierzalny, to cel, który można zmierzyć, za pomocą liczb, wskaźników, opisu efektu końcowego. Miary celu ułatwiają kontrolę, ocenę jego realizacji oraz zapewniają obiektywizm tej oceny. A Achievable Cel musi być osiągalny i realistyczny. Brak niezbędnych zasobów, czyni ten cel niemożliwym do wykonania. Zasoby to wiedza, umiejętności, doświadczenie, sprzyjające środowisko, procedury, materiały, narzędzia, itp. R Relevant Cel musi być istotny i ważny. Realizacja tego celu powinna przynieść korzyść. Niezmierne ważne jest abyś miał poczucie, że realizując cel widział sens swoich działań. T Trackable / Time based Realizacja celu powinna być możliwa do prześledzenia, zaś poszczególnym etapom powinny być przypisane konkretne ramy czasowe ich wykonania. Określ termin realizacji celu za pomocą konkretnej daty. E Exciting Cel musi być ekscytujący. Jest to bardzo subiektywny element, ale tylko wtedy będziesz zmotywowany do jego osiągnięcia. R Recorded Cel musi być zapisany, w zeszycie, na kartce, w telefonie. Gdziekolwiek. Dzięki temu wzmacniasz jego wagę.

SMART to już za mało Dowiedz się więcej »

Nie-stonoga

Pod koniec grudnia 2022 miałam operację kolana. Dość skomplikowaną i prawie natychmiastową. 20 dni od diagnozy do operacji. Szybka decyzja? Nie wiem, może i tak. Czułam że to jest jedyna słuszna decyzja. Czułam tak na 100%. A gdy w ten sposób coś czuję, nie waham się, działam natychmiast. Wiele lat zaniedbań z mojej strony. Największy grzech – brak systematycznego ruchu i praca przy laptopie. Kolejna diagnoza – drugie kolano też w rozsypce. Dobrze, że nie jestem stonogą😊. Przyjechałam mechanizm dysocjacji. Od pierwszej chwili w szpitalu. Jakbym patrzyła na siebie stojąc z boku lub okiem kamery. Zwłaszcza od momentu wjazdu na salę operacyjną. I to był jeden jedyny moment, gdy odczułam strach. Ale nie przed samą operacją. Przed tym, co może być później, gdy coś pójdzie nie tak. Pomyślałam, że może zdarzyć się tak, że nie będę chodzić. Podświadomie mogłam to czuć wcześniej, bo na poziomie świadomości tydzień przed operacją zrobiłam wielkie porządki w różnych sferach życia. Myślę, że w 7 dni ogarnęłam tyle, co normalnie zajęłoby mi miesiąc. Chwilę wcześniej, już po podjęciu decyzji, szybki rodzinny wypad do Lizbony na kilka dni. Tak, jakbym chciała się na zapas „nachapać życia”. W noc przed operacją wstałam z łóżka i chodziłam po sali, po korytarzu. Jakbym chciała zapamiętać jak to jest, gdy się chodzi. Ale wtedy nie czułam strachu. Raczej wdzięczność, że przez 48 lat mogłam to robić. Ile jest takich rzeczy w naszym życiu, których nie doceniamy? To, że możemy patrzeć na ukochaną osobę, to że słyszymy śmiech dzieci, czujemy miękką sierść kota, zapach kwiatów czy smak ulubionej potrawy. Na co dzień nie doceniamy tego, myślimy, że „przecież to normalne”. Jakże prawdziwie prawił mistrz Kochanowski o szlachetnym zdrowiu😊. A teraz, od 8 dni jestem „uziemiona” na najbliższe 7 tygodni. Moja przestrzeń życiowa to rozłożona kanapa w salonie, która zapełnia się tak, że za chwilę dla mnie nie będzie już miejsca. Jest tyle rzeczy, które chcę zrobić, cała sterta książek, które chcę przeczytać. X rzeczy odkładanych latami na tzw. „później” teraz zaczyna się materializować. I owszem, czasem się wkurzam, że o wszystko muszę prosić, że jestem nieporadna jak dziecko, że wejście na schody to jak wyprawa na Kilimandżaro. Ale częściej czuję wdzięczność za wszystko, co mam. Przede wszystkim za tych, którzy są ze mną na co dzień i się mną opiekują, za tych, którzy dzwonią codziennie z pytaniem jak się czuję, za cudownych rehabilitantów, którzy stanęli teraz na mojej drodze. I za Czas, za ten moment w życiu, gdzie musiałam zwolnić jeszcze bardziej, a może …. inaczej. Przy czym nie jest to, na szczęście, nowość dla mnie. Zwalnianie praktykuję od kilku lat. Więc może też i dlatego nie jest mi szczególnie trudno. Czy mam jakieś postanowienia, że teraz będzie inaczej, że nie będę już odkładać spraw na bliżej nieokreślone jutro itd.? Nie, czuję, że to przyjdzie samo, że to się już zaczęło dziać. A Ty? Co odkładasz na później? Za co jesteś dzisiaj wdzięczny?

Nie-stonoga Dowiedz się więcej »

Ta część, której w sobie nie lubisz

To jest tak jak z medalem, który ma dwie strony. Jest światło to jest też ciemność, jest mądrość i jest głupota, jest śmiech i są łzy. Tak też my w sobie mamy części, które lubimy i te, których nie lubimy. Pierwsze pytanie, które pojawia się, gdy o tym myślę, a co to zmieni, czy ja coś lubię czy nie, w kontekście tego, czy to coś jest, lub go nie ma? Czy jak czegoś nie lubię, to to zniknie, nie będzie go? Nie. Pewnie część rzeczy, których nie lubię można zmienić. Tylko czy ja tego chcę? Pewnie będzie wymagało to ode mnie wysiłku. Może warto go podjąć, a może nie. Celowo nie używam słowa „trzeba” tyko „warto”. Mówiąc o rzeczach, których nie lubimy w sobie dokonujemy wartościowania, osądzania. A to wpływa na emocje, które się przy tym pojawiają. Emocje zaś wpływają na nasze działanie i samopoczucie. Zamiast osądzania warto zadać sobie pytania: To nie jest pytanie, co chcę mieć w zamian tego czegoś, czego nie lubię. Tylko jak chcę się czuć z tym, że czegoś w sobie nie lubię? To zmienia perspektywę. Istotą jest akceptacja tego, że nie jesteśmy doskonali. Jak możemy sobie poradzić z rzeczami, które nam się w sobie nie podobają? Po pierwsze nie udawać, że je lubimy, nie oszukiwać samych siebie. Czasami warto zajrzeć głębiej – ale to jest praca na terapię. Czasami warto pójść krok dalej i zadać sobie pytanie: Czy chcę to zmienić? Co chcę w zamian? Czy jestem w stanie to zmienić? Na ile mam na to wpływ? Być może to, czego nie lubimy jest z jakiegoś powodu? Może ma nas czegoś nauczyć. Ważny jest punkt, z którego wychodzimy do zmiany. Tym punktem jest akceptacja, zaopiekowanie się, troska o to, czego nie lubimy. Bo to generuje pozytywne emocje. A żeby pokonać górę (zmiana) łatwiej jest nieść plecak wypełniony pozytywnymi emocjami niż frustracją, złością, żalem, poczuciem krzywdy. Akceptuję to, bo jest częścią mnie. Zmień to, co chcesz zmienić, ale nie zmieniaj tego, czego nie chcesz zmienić. Często zdarza się, że zmieniamy coś w sobie dla innych, nie dla siebie. Kolejne pytanie, które się nasuwa – W jaki sposób można nawiązać relację (ten zwrot bardziej mnie przekonuje, niż „pokochać”) z tą częścią siebie, której nie lubisz? Jednym ze sposobów jest spojrzenie na innych ludzi, którzy również nie są doskonali, mąż, partnerka, matka, dziecko, przyjaciel, kolega. Nie są doskonali, a mimo to ich kochamy, czy lubimy. Akceptacja wiąże się z powiedzeniem, że coś jest OK. OK dla mnie. „Jestem niecierpliwa… i to jest OK”. Akceptuję to, nie oceniam, nie definiuję, nie nadaję temu znaczenia. Ale tu pojawia się kolejna kwestia – generalizacja. Czy zawsze jestem niecierpliwa? Istotna jest umiejętność oddzielenia stanu, w którym aktualnie się znajduję – „Doświadczam zniecierpliwienia z powodu….” od generalizowania, które w tym wypadku nawet nie potrzebuje słowa „zawsze”. Gdy tak zaczynamy myśleć, okazuje się, że to, czego w sobie nie lubię to stan a nie „ja”. A to kolejny raz zmienia perspektywę. A Ty? Jakich stanów w sobie nie lubisz? Co dzisiaj, w tej chwili możesz zaakceptować?

Ta część, której w sobie nie lubisz Dowiedz się więcej »

Informacje z pola

Tematem dzisiejszej pracy z klientką była jej relacja z partnerem (historia opisana za zgodą klientki). Zaprosiłam ją do ćwiczenia, podczas którego przyjrzała się swojemu związkowi z czterech różnych pozycji percepcyjnych. Pierwsza pozycja to „JA”, czyli mój punkt widzenia na daną sprawę, druga to „TY”, czyli perspektywa drugiej osoby, uczestnika danej relacji. Jest jeszcze trzecia perspektywa, czyli pozycja obserwatora, i czwarta – punkt widzenia systemu. Ćwiczenie wykonuje się w przestrzeni sali. Magda (imię zmienione) dostała do ręki najpierw kartki z napisem „JA” i „TY”. Poprosiłam ją, aby położyła je na podłodze w dowolnym miejscu. Kartka ze słowem „TY” znalazła się w odległości ok. metra od pierwszej, przy drzwiach do sali. Magda stanęła na pozycji „JA”, zaczęła mówić jak postrzega swojego partnera, co jest dla niej ważne w tej relacji, co może zacząć robić inaczej, czego więcej, czego mniej itd. W tym momencie kartka „TY” przefrunęła parę centymetrów w prawo, Magda podniosła ją i położyła na miejscu. Po chwili kartka uniesiona podmuchem wiatru spod drzwi przesunęła się w lewo. Magda z powrotem przesunęła ją na właściwe miejsce. Tylko po to, by za moment kawałek papieru mógł unieść się i pofrunąć na środek pokoju. „Co to, co się teraz dzieje, Ci mówi?” – spytałam. „On jest jak chorągiewka, z której strony powieje tam idzie” – odpowiedziała Magda. „A nawet gdy wpłynę teraz na jego decyzje, to i tak nie mam pewności, że za chwilę ktoś inny nie powie mu inaczej i on za tym nie pójdzie”. Widziałam wysiłek z jakim przyszło jej to wypowiedzieć. „Nie chcę tak żyć” – powiedziała cicho na koniec. I tak, wiatr, który pojawił się nagle i zaczął swój taniec z kartką, pomógł dokonać największego odkrycia Magdy podczas sesji. A co Ty bierzesz sobie z tej historii?

Informacje z pola Dowiedz się więcej »

Mieczyki

Nie ma co, narobiłam się w tym moim ogrodzie w tym roku. Projekt „Kasia w ogrodzie” szedł pełną parą. Gdy zaczynałam nie miałam zielonego pojęcia i kompletnie żadnego doświadczenia. Eksplorowałam Internet, oglądałam filmy z cyklu: jak sadzić marchew, jak podcinać róże. I co ważne, różne róże podcina się w innych porach i w różny sposób. Wszystko było nowe, nieznane. Ale cieszyło. Tym bardziej, że były to zupełnie nowe doświadczenia, tak bardzo różne od nauki i doświadczeń biznesowych. Może o to chodziło…. Cieszyłam się, że wszystko co posadziłam się przyjęło, kwitło, owocowało. Bzy, forsycje i konwalie przesadzone z terenu niczyjego (czyt. zza bramy), jaśmin, rośliny na skalniaku, borówka, groszek słodki…. Ale był wyjątek. Mieczyki. Z radością patrzyłam jak kiełkują, rosną coraz wyższe, smuklejsze. Dostojne. I na tym się skończyło. Zielone patyki wystające na metr, kołyszące się na wietrze, bez żadnej, nawet najmniejszego nadziei na kwiaty. Tłum emocji począwszy od złości, że przecież tyle się narobiłam, starannie wybierałam cebulki, nauczyłam się kiedy sadzić, jak podlewać, itd. Przez frustrację, nadzieję, że może jednak, po żal. I te rozmowy, które z nimi prowadziłam. Przeczytałam gdzieś, że z roślinami należy rozmawiać, to wtedy ładnie rosną. Ale pewnie za bardzo na nie krzyczałam, bo to też nie zadziałało. Chwała Bogu, że sąsiedzi nie mają mieczyków, bo do tej emocjonalnej ferii barw doszłaby jeszcze zazdrość!:). I przyszedł moment, że przestałam myśleć, narzekać, nawet przestałam z nimi rozmawiać. Czasem tylko przechodząc obok zatrzymywałam na nich wzrok. I wtedy stało się….. Po prostu zakwitły…. Zachwyt, wzruszenie, spokój. Lubię te emocje w sobie….. Ten czas oczekiwania był jak droga do celu. Lekcja nauki o sobie i pokory. Nie na wszystko mam wpływ. I okazało się, że kocham to czekanie na kiełkowanie, powolny wzrost, kwitnienie…. Ważne tylko, żeby w tym czekaniu była cierpliwość. Co ma być, to będzie. Przyjdzie w odpowiednim momencie. A na co Ty czekasz? Co przyspieszasz?

Mieczyki Dowiedz się więcej »